Rzepa ze wspinaczkowymi ambicjami i własnym zdaniem na temat tego, którą ręką się wspinać.
Bohaterem Turnip Mountain jest rzepa. Nie jakiś wojownik, nie robot, nie kolejny chłopiec z mieczem, tylko rzepa. Z dwiema rękawiczkowymi łapami rodem z kreskówek z lat 30., która postanowiła wspiąć się na górę. Cel prosty, wykonanie już niekoniecznie. Bo każdą ręką sterujemy niezależnie, lewym i prawym analogiem.
To nie jest gra, w której wciskasz skok i postać ładnie skacze. Tutaj budujesz rozpęd: chwytasz ścianę lewą ręką, wyrzucasz się prawą, łapiesz linę, huśtasz się i starasz się nie polecieć w dół. Fizyka rządzi każdym ruchem, więc droga na szczyt zależy wyłącznie od tego, ile czasu poświęcisz na opanowanie własnych odruchów. Twórca (bo za Turnip Mountain stoi jeden człowiek - Luke Sanderson) zapowiada wiele ścieżek prowadzących na wierzchołek, co zachęca do eksperymentowania i szukania własnej trasy.
Turnip Mountain oferuje też lokalny tryb co-op dla dwóch graczy, gdzie każda osoba kontroluje jedną rękę wspinacza. Na Switchu wystarczy para Joy-Conów - każdy z graczy dostaje jeden kontroler i wspólnymi siłami próbuje dotrzeć do celu.
Estetyka Turnip Mountain robi swoje: niczym czarno-biała kreskówka z lat 30. w pixelartowej oprawie i postać, która jest dosłownie warzywem. Trudno o bardziej niszowy pomysł - a właśnie to mnie w tym ciągnie. Do tego pomysł z niezależną kontrolą każdej ręki brzmi jak masochizm, który w praktyce może dać niesamowitą satysfakcję z opanowania. I to wszystko zrobił jeden człowiek.
Turnip Mountain pojawi się na Nintendo Switch 30 lipca.
Liczba odwiedzin: 59137