Rozmowa z Michałem Pisarskim o książce "Przegrani. Legendarne porażki świata gier" i jego miłości do Nintendo.
Bartek “Pan Nindyk” Wanot: Do tej pory znany byłeś głównie ze swojego kanału na YouTube. Co się stało, że postanowiłeś napisać książkę?
Michał Pisarski: Znany to jedna kwestia, ale w czym jestem naprawdę dobry, zupełnie inna. Nazwisko zobowiązuje! Od dziecka marzyłem o karierze związanej z pisaniem. Zmieniały mi się główne zainteresowania – od piłki nożnej, przez gry, po muzykę – ale zawsze chciałem pisać o piłce nożnej, grach czy muzyce, a nie być piłkarzem i tak dalej.
Lubię wszelkie formy wyrażania swoich myśli w kreatywny sposób, ale najbardziej kręci mnie właśnie przelewanie ich na papier. I tak, głównie na papier, a nie na ekran – jestem psychofanem drukowanej prasy i książek.
Skąd pomysł na taki, a nie inny temat?
W RetroTygodniu lubiłem przedstawiać widzom historie tych mniej znanych konsol. A te mniej znane były mniej znane, bo zwykle okazywały się komercyjnymi klapami. Chyba wtedy odkryłem jak bardzo fascynują mnie historie porażek i ich przyczyny. Zwykle są ciekawsze i bardziej zróżnicowane niż powtarzane milion razy opisy czyichś sukcesów.
Jak długo zajęło Ci zebranie niezbędnych materiałów do książki, a potem sam tzw. proces twórczy, czyli napisanie tego wszystkiego?
Trudno powiedzieć, bo cały proces był jednym wielkim bałaganem. Zbierać materiały to zacząłem chyba od razu po wyjściu z łona mamy, bo zaszyłem w książce bardzo wiele odniesień do dorastania jako geek w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. A już tak konkretnie, z intencją wykorzystania w książce, to w 2022 roku.
Robiłem to na różne sposoby – czytałem prasę z epoki, czytałem całe książki poświęcone jednej konkretnej grze (często nawet nie tej, o której sam zamierzałem pisać, tylko jakoś z nią związanej), oglądałem dokumenty na YouTube’ie, stare reklamy… No i oczywiście sam kupowałem i zapoznawałem się z grami i konsolami, które opisuję.
Regularnie żonglowałem tematami, żeby się nie znudzić, czy żebym po prostu robił coś w zgodzie ze swoim aktualnym nastrojem. Gdy zbierało mnie na wspominki moich lat spędzonych z PSP, sięgałem po tematy związane z tamtą epoką. I ogólnie starałem się zgłębiać popkulturę tamtych czasów, żeby przekaz był jak najbardziej naturalny. Chciałem przenosić czytelnika do konkretnego momentu w historii, więc sam też próbowałem się do niego przenieść.
A samo pisanie? To już naprawdę trudno powiedzieć. Oczywiście, że ze 40% powstało przez ostatnie dwa tygodnie przed terminem oddania tekstu do wydawnictwa, ale to nie znaczy, że wcześniej się leniłem – miałem tony notatek, pomysły na konkretne felietony i opisywanie poszczególnych tematów, musiałem to tylko oficjalnie spisać.
Bardzo podoba mi się forma, jaką przyjąłeś w każdym z rozdziałów - najpierw wstęp w postaci luźnego felietonu, a potem konkretne fakty podane w przystępny sposób. Od samego początku miałeś taki pomysł na książkę czy też przyszło to podczas pisania?
A no właśnie, bo to chyba zajęło najwięcej czasu. I dlatego pod koniec pisało mi się znacznie łatwiej!
Pierwszy spisany rozdział powstawał bardzo długo w bólach, bo musiałem wymyślić formułę, w której chciałbym prezentować całość. Jak pozostać merytorycznym, wplatając też dużo humoru? Jak wrzucić do tekstu moje wspomnienia tak, by były ciekawe nie tylko dla widzów mojego kanału i by zgrabnie wpasowały się w treść? To było w całym tym procesie twórczym najbardziej frustrujące, ale ostatecznie chyba wyszło nieźle – a przynajmniej to właśnie z formy Przegranych jestem najbardziej dumny.
Zastanawiam się tylko, co z ewentualną kolejną książką. Podoba mi się obrany kierunek stylistyczny, mam kilka pomysłów na tematy, ale nie chcę też iść w łatwy sequel, który czyta się dokładnie tak samo, tylko opisuje coś innego.
Twoja książka została wydana przez znane i duże wydawnictwo - dlaczego zdecydowałeś się na taką współpracę, a nie z jakimś specjalistycznym wydawnictwem pokroju Gamebook czy Open Beta lub nie poszedłeś w self-publishing?
Co do self-publishingu to wiedziałem, że nie będę miał na to ani czasu, ani ochoty. Oczywiście zrobiłbym pewnie odczuwalnie więcej, ale ja lubię pisać, nie zajmować się prowadzeniem firmy, dystrybucją, uruchamianiem sklepu online, wystawianiem faktur, zlecaniem druku, składu i korekty i tego typu pierdołami. Jestem twórcą, a nie biznesmenem. A książkę pisałem z pasji, więc zysk schodził na dalszy plan.
Wydawnictwo Znak samo się do mnie zgłosiło. W jednym ze starych filmów napomknąłem coś o tym, że mam pomysł na książkę. Okazało się, że redaktor nabywający ze Znak Horyzont ogląda moje materiały i od razu wysłał mi mailowo propozycję spotkania. Miło mi się z nim gadało, był bardzo wspierający, widziałem, że jest podekscytowany pomysłem, a jako lojalny chłopak, nie rozważałem już wtedy nawet innych opcji.
Ok, po części chodziło też o to, żeby zobaczyć swoje dzieło w Empikach i innych popularnych księgarniach. To też było jedno z marzeń mojego dzieciństwa.
Nie wykluczam natomiast, że kiedyś zrobię coś z Gamebookiem czy Open Betą – pewnie na jakiś bardziej niszowy temat 🙂
Co sprawiło Ci najwięcej problemów podczas pisania książki? Miałeś jakieś większe blokady czy raczej wszystko przebiegało gładko?
O blokadach już opowiadałem. Najwięcej stresu przyniosło mi przerabianie rozdziału o Virtual Boy’u na bodaj dwa dni przed wysłaniem skończonej książki do druku. Pisałem w nim oryginalnie, że Nintendo nie wznowiło nigdy żadnej gry z Virtual Boya, a tu cyk – zachciało im się nagle po trzydziestu latach, akurat teraz. W sumie i tak dobrze, że na dwa dni przed drukiem, a nie dwa dni po.
Od premiery książki minęło już kilka miesięcy - jak na to wszystko patrzysz teraz z perspektywy czasu? Zadowolony jesteś z końcowego efektu i tego, jak przyjęli Twoją książkę czytelnicy?
Z efektu – bardzo! Kilka razy dostałem mikrozawału, gdy zobaczyłem jakąś literówkę i nie mogłem uwierzyć, że ją pominęliśmy. Na szczęście, jest tylko kilka i obyło się bez poważniejszych błędów.
Uwielbiam czytać opinie na X, Instagramie czy LubimyCzytać! Są w zdecydowanej większości wyjątkowo pozytywne. Motywują i bardzo poprawiają mi humor. Dostałem też dużo wsparcia, ludzie zamawiali książkę z różnych dziwnych urządzeń – PSP, Wii U, 3DS-a – i była to oddolna akcja. Piękne! Albo jak wszyscy zaczęli ją dostawać i chwalić się w mediach społecznościowych oznaczając mój profil. Wspaniały dzień.
Jedyne, co trochę mnie zawiodło, to reakcje mediów. Znaczy może nawet nie tyle zawiodło, co inaczej je sobie wyobrażałem. Pracowałem latami w mediach okołogrowych i technologicznych. Jakoś tak myślałem, że skoro mam tam tylu znajomych, to o książce naturalnie zrobi się dość głośno. Tymczasem na dużych serwisach przeszła zupełnie bez echa. No, ale przynajmniej udało się zdobyć potężne patronaty medialne od CD-Action, PSX Extreme i ARHN.EU.
Co w ogóle sądzisz o sytuacji na polskim rynku wydawniczym książek o grach? Jakby nie patrzeć przez wiele lat panowała posucha w tym temacie, ale od jakiegoś czasu sytuacja diametralnie się zmieniła - mamy publikacje od Gamebooka, APN Promise, Open Beta czy w końcu Twoja książka i Archona.
Tak, wygląda na to, że niechcący wstrzeliłem się w trend 🙂 Może jako naturalny hipster wolałbym, żeby moja książka była jedyna, ale jako kolekcjoner, pasjonat gier i czytelnik jestem zachwycony tym, ile się dzieje i ile mam do czytania.
Kupuję (lub czasem dostaję do recenzji) niemal wszystko, co się ukazuje. Kilka publikacji, głównie od Open Bety, bardzo pomogło mi w pisaniu własnej książki. I super, czekam na kolejne! Zwłaszcza, że i tak ciągle mi mało, i wciąż sięgam regularnie również po anglojęzyczne książki.
W swoim bio na okładce możemy przeczytać, że jesteś fanem Nintendo i retro. Dlaczego właśnie Nintendo, a nie Sony czy Microsoft?
Sony też było w moim serduszku od zawsze – wychowywałem się z PlayStation, a później z PSP.
Po pierwsze, zawsze lubiłem jednak iść pod prąd. Gdy interesowałem się piłką nożną, nie kibicowałem wcale tym najlepszym klubom. Kiedy słuchałem namiętnie muzyki, też najbardziej fascynowała mnie ta nieznana. I chyba właśnie dlatego ciekawiło mnie nieobecne niemal w Polsce Nintendo.
Po drugie, jako gracz najbardziej lubię tytuły, w których chodzi głównie o zabawę, a nie rozbudowaną historię czy realistyczną oprawę. W te drugie też gram i je cenię, ale stanowią dla mnie taką odskocznię, do której wracam raz na jakiś czas. Podejrzewam, że większość graczy ma na odwrót – to podejście Nintendo jest dla nich taką odskocznią od AAA.
Po trzecie, dorastałem z Game Boyem w epoce narodzin Pokemonów. Chyba nie muszę dodawać nic więcej 🙂 No i po prostu, jakoś zawsze ciągnęło mnie do postaci Mario czy Linka, o czym też piszę trochę w książce.
Czy uważasz siebie za tzw. psychofana Nintendo, który (jak twierdzą złośliwi) jest bezkrytyczny względem firmy z Kioto i "łyka wszystko jak leci"?
Nie tam, kocham Nintendo podobnie jak rodzic kocha swoje dziecko – oczywiście, że uważam je za świetną firmę, ale chcę dla niego jak najlepiej. A to czasem wymaga krytyki, a nie bezstresowego wychowania. Właśnie dlatego, że Nintendo to mój faworyt, jego potknięcia i głupie ruchy irytują mnie jeszcze bardziej, bo dotykają jakoś tak personalnie.
Oczywiście jeśli dla kogoś jestem bezkrytycznym psychofanem tylko dlatego, że nie przeszkadza mi fakt, że Switch 2 nie jest tak mocny jak PS5, to inna rozmowa. Czasami też ktoś uznaje mnie za nieobiektywnego tylko dlatego, że lubię trzymać się faktów, a o Nintendo akurat ludzie często wyrabiają sobie zdanie na podstawie jakichś półprawd i niedopowiedzeń. Krytykujmy, ale za to, co firma faktycznie robi.
A że “łykam wszystko jak leci” to akurat prawda, bo czego by nie wydali, to kupię. Ale czasami nie będę się z tego cieszył!
Którą konsolę Nintendo uważasz za najlepszą i dlaczego?
Najlepszą – chyba pierwszego Switcha. Tak tylko na podstawie wygody użytkowania i liczby wspaniałych gier od samego Nintendo. Połączenie dywizji tworzących do tej pory gry na handheldy i na stacjonarki nie poszło na marne. A czysto subiektywnie i nostalgicznie, to chyba GameCube’a. Urocza konsola, legendarny kontroler, oryginalne gry, świetne akcesoria.
Ok, 3DS-a też uwielbiam. No i Game Boya. Dobra, zatrzymajmy się, bo nie skończę.
A jeżeli chodzi o grę? Mam tu na myśli coś z obecnej generacji (Switch/Switch 2), jak i retro.
Za trudne! Ale z tych “nowożytnych”, największe wrażenie wywarła na mnie – i zmieniła podejście do samego grania – Zelda: Breath of the Wild.
A jeżeli chodzi o gry niezależne, to masz jakieś swoje ulubione tytuły z tego segmentu?
Tak ogólnie trudno byłoby mi wskazać jedną. Z tych, które ogrywałem w ciągu ostatniego roku, zakochałem się w The Messenger.
Co w ogóle myślisz na temat drugiego Switcha? Nie uważasz, że Nintendo zachowała się dość zachowawczo wydając po prostu mocniejszą wersję poprzedniej konsoli?
Zachowało, ale co innego mogli zrobić, mając w ofercie tylko jedną konsolę? Gdy Wii U zawodziło, sprzedawał się 3DS i tak dalej. Teraz zawsze stawiają wszystko na jedną kartę. Z rynku handheldów zrezygnować nie mogli, bo tutaj praktycznie nie mają poważnej konkurencji, więc musieli zrobić kolejną hybrydę. Zabrakło mi może jakiejś jednej szalonej funkcji w starym stylu, ale generalnie Switch 2 jest taką konsolą, jakiej się spodziewałem.
Jedyne, co trochę mnie póki co rozczarowało to fakt, jak niewiele korzystam z tych nowych bajerów, które odróżniają go od pierwszego Switcha – z trybu myszki, GameShare czy czatu. Dla mnie to zwykle faktycznie Switch Pro.
Potwierdziło się to, co zapowiadałeś pod koniec sierpnia, czyli pojawienie się języka polskiego w grach od Nintendo. Nie uważasz, że to trochę spóźniony ruch ze strony tej japońskiej firmy i takie coś powinno mieć miejsce dobre kilka lat temu dla gier na pierwszego Switcha?
Powinno, ale nic na to nie poradzimy. I tak super, że w czasie, w którym PlayStation i Xbox zamykają lub redukują polskie oddziały, Nintendo zaczyna się u nas rozpychać. Może w końcu naprawdę się u nas przebiją. Tu już nie muszę być hipsterem idącym pod prąd – niech się im wiedzie!
Obawiałeś się, że informacje które zdobyłeś mogą się jednak nie potwierdzić? Wiesz, to jednak Nintendo - oni potrafią zmienić zdanie w ostatniej chwili…
Dreszczyk emocji był, ale udało mi się potwierdzić te informacje w trzech czy czterech źródłach i z tego co się dowiedziałem, sprawy zaszły już za daleko, by się wycofać. No, chyba że całe Nintendo by zbankrutowało, albo Polska wprowadziłaby ban na konsole, jak swego czasu Chiny.
Masz może jeszcze jakieś inne przecieki dotyczące Nintendo i polskiego rynku?
Polskiego rynku – póki co nie. Nintendo – wiem o całkiem sporej liczbie konwersji gier różnych twórców, które zmierzają na Switcha 2 i niezwykle mnie one cieszą. Ale jako, że po ujawnieniu tych informacji niezwykle łatwo byłoby dojść do tego, skąd pochodzą, muszę siedzieć cicho.
Nie pozostaje więc mi nic innego jak cierpliwie czekać na te zapowiedzi. Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas i powodzenia w pisaniu kolejnej książki.
Miłośnik gier niezależnych, Nintendo i japońskiej popkultury. Tłumacz kilku książek o grach (m.in. Wielka księga Nintendo i Retro wspomnienia lat 90) i gier (Castaway, Haneda Girl, Carimara).O autorze
Bartek 'Pan Nindyk' Wanot
Podaj dalej:
Partner strony:
