W nowej grze stworzonej przez Rona Gilberta czyściec to piramida finansowa, a Ty musisz stamtąd uciec.
Osobom obeznanym w historii gier wideo zapewne znane jest nazwisko Rona Gilberta. Człowiek, który odpowiedzialny był za stworzenie kultowych już przygodówek point-and-click (jak Maniac Mansion czy serię Monkey Island) powraca ze swoją nową grą. Tym razem jednak możemy zapomnieć o dobrze rozpisanej fabule, plot twistach czy licznych grach słownych. Death by Scrolling to bezlitosny roguelike, który dobrze się sprawdzi przy nie za długich sesjach.
W Death by Scrolling wcielamy się w jedną z potępionych dusz, która utknęła w czyśćcu. A raczej Czyśćcu™, bo jak się okazuje, kapitalizm nie kończy się po śmierci. Aby wydostać się z tego przeklętego miejsca, musimy uzbierać 5000 złotych monet i zapłacić nimi przewoźnikowi, który przetransportuje nas na drugi brzeg.
Mechanika gry opiera się na nieustannym ruchu w górę ekranu. Od dołu goni nas nieuchronnie ściana ognia, która nie wybacza nawet chwili zawahania. Jeśli zostaniemy w niej dłużej niż sekundę czy dwie, nasz run dobiega końca. Jakby tego było mało, po piętach depcze nam sam Ponury Żniwiarz, którego nie da się zabić, a kontakt z nim oznacza natychmiastowy zgon.

A sama rozgrywka to ciągły taniec między chciwością a przetrwaniem. Na pierwszy rzut oka gra może przypominać Vampire Survivors, jednak jest kilka różnic, które wyróżniają tytuł Rona Gilberta. W przeciwieństwie do gry Poncle, nasza broń (która atakuje automatycznie, gdy tylko wróg znajdzie się w jej zasięgu) ma ograniczoną wytrzymałość i może się zdarzyć, że w pewnym momencie naszego runa będzie trzeba rozejrzeć się za nową, może nawet i słabszą od tej, którą jeszcze chwilę temu dzierżyliśmy. Bo tylko jedną broń możemy trzymać na raz, nie ma możliwości zebrania jej na zapas. No i ciągle musimy dokonywać wyboru - czy biegniemy cały czas do przodu, byle dobiec do mety cali i zdrowi, czy jednak zaryzykujemy i spróbujemy zdobyć jak najwięcej złota ryzykując porażkę?
To, co zdradza, że Ron Gilbert tworzył tę grę, to niesamowity, cyniczny humor. Po każdej śmierci na ekranie pojawiają się okienka udające pseudo-live-chat, gdzie NPC o nickach typu orcDude47 rzucają swoimi "złotymi radami" w stylu: Wskazówka: nie umieraj. Do tego mamy ładny i kolorowy pixelart, a muzyka (choć nieco mało zróżnicowana) idealnie napędza tempo rozgrywki.

Miłym zaskoczeniem było zobaczyć dostępną polską wersję językową w Death by Scrolling. I to już na ekranie startowym Nintendo Switch 2 (bo właśnie na tej konsoli ogrywałem ten tytuł), gdzie nad kafelkiem dumnie pojawił się tytuł gry Śmierć przez przewijanie:

Dalej jest już tylko lepiej. Polska wersja językowa została wykonana z lekkością i humorem - czuć, że nie jest to "surowe" tłumaczenie maszynowe. Jej obecność jest miłym ukłonem w stronę polskich graczy. W końcu nasz język raczej nie jest standardowo dodawany do niezależnych produkcji.
Death by Scrolling ma też swoje drobne wady. Gra potrafi czasami być niesprawiedliwa - proceduralnie generowane poziomy potrafią mieć dość nieszczęśliwie umieszczoną dźwignię od przejść, co może sprawić, że będzie niemożliwe jej przestawienie przed nadejściem ściany ognia. Trzeba też mieć na uwadze, że przy dłuższych sesjach gra może stać się powtarzalna ze względu na małą liczbę dostępnych broni i ulepszeń.
Z drugiej strony wspomniane wady nie są na tyle frustrujące, by rzucić grę w kąt. W szczególności w cenie mniejszej niż dwie duże kawy latte zakupione w jednej z sieciówek. Nowa gra Rona Gilberta idealnie nadaje się na krótkie i intensywne sesje. Nie jest też to typowy kolejny klon Vampire Survivors - to raczej powrót do arcade'owych korzeni w nowoczesnym wydaniu.

Wahałem się przy tej ocenie dłużej niż zwykle. Death by Scrolling robi kilka rzeczy naprawdę dobrze - ma wyraźną tożsamość, humor z krwi i kości oraz mechanikę, której próżno szukać w innych indykach tego gatunku. A w świecie zapchanym klonami Vampire Survivors to już spory wyczyn. Z drugiej strony ubogie muzyczne tło i ograniczona liczba broni i ulepszeń sprawiają, że przy dłuższych sesjach gra zaczyna trochę "chodzić w kółko". Ostatecznie daję czwórkę - ale z zastrzeżeniem: jeśli nastawisz się na krótkie, intensywne runy zamiast maratonów, Death by Scrolling wyróżnia się w indyczym tłumie i w pełni na nią zasługuje.
Jeżeli więc szukasz niedrogiego indyczka do pogrania w przerwie między większymi tytułami, który sprawdzi Twój refleks i przy okazji poprawi humor, to produkcja Terrible Toybox NZ powinna znaleźć się w Twojej bibliotece gier na Switchu.
Death by Scrolling to dobra gra na krótkie, intensywne sesje - dokładnie takie, do jakich stworzony jest tryb handheldowy Switcha. Dla fanów Rona Gilberta pozycja wręcz obowiązkowa.
Deweloper: Terrible Toybox NZ
Wydawca: Microprose
Data wydania: 16 kwietnia 2026
Waga: 414 MB
Death by Scrolling ogrywałem na Nintendo Switch 2.
Dziękuję Microprose za udostępnienie gry do recenzji.
Liczba odwiedzin: 59282